Dzisiaj zaległy podwójny post dotyczący mojego dużego projektu. Niestety obrus nie przyrasta w takim tempie jakbym sobie tego życzyła. Za dużo się dzieje innych ważnych spraw i na robótki brakuje czasu a nie raz też ochoty. Na chwilę obecną obrus prezentuje się tak:
Licznik prezentuje się następująco: 48/216. Właśnie rozpoczęłam trzecią szpulę nici. Zatem powoli ale do przodu.
W ubiegłym tygodniu nie było wpisu, bo było mi smutno- dopadł mnie syndrom opuszczonego gniazda. Mój syn postanowił zarobić trochę podczas wakacji i własnie równo tydzień temu wyjechał na prawie 3 miesiące do Holandii. I chociaż wiem, że i tak wkrótce każde z moich dzieci wyfrunie z gniazda, to i tak smutno mi:(
Na pocieszenie- spełnienie marzenia, o którym już od jakiegoś czasu wspominam już coraz bliżej. Za nami kolejny znaczny krok poczyniony w tym kierunku...Jeszcze kilka tygodni i podzielę się z Wami moją radością.
3028 - Dwie dziewczęce komunijne
12 godzin temu
Wiem coś o braku czasu. Też tak mam. Twoja praca zapowiada się świetnie.
OdpowiedzUsuńLucynko, obrus przyrasta powoli, ale przyrasta :)) mnie pewnie zabrakłoby cierpliwości już po pierwszym rządku, wiedząc ile jeszcze przede mną ;)
OdpowiedzUsuńCudnie, że spełnia się Twoje marzenie (bardzo jestem ciekawa co to takiego!) - choć troszkę rekompensuje to smuteczki, które Cię dopadły ostatnio :)
Przyrasta, przyrasta wcale nie tak powoli:)Pomysl ile radości będziesz miała, jak syn wróci, w dodatku bardziej mężczyzna - nagroda za trudy wychowania.Oczywiście powodzenia w realizacji marzenia. Niech się spełni:)
OdpowiedzUsuń